poniedziałek, 19 grudnia 2016

Weekend Weekend


Weekend... z jednej strony zawsze wyczekiwany, z drugiej lekko niebezpieczny :) Jest to bowiem czas GOSZCZENIA się... 

Co zrobić by nie zjeść za dużo, ale też żeby zachować równowagę psychiczną? 

Musze przyznać że publiczne przyznanie się do pracy nad sobą sprawia że dużo osób chce mnie w tym wesprzeć. Jestem za to wdzięczna tym wszystkich osobom. Dla przykładu w sobotę byliśmy u Gabrysi i Tomka na obiedzie. Zaserwowali pyszny, zbilansowany posiłek i w zasadzie prawie żadnych słodkości. Jedynie ciasteczka owsiane i sałatkę do chrupania, co by nie siedzieć o suchym pysku. :) Baardzo mi się to podobało. Poza tym zjedliśmy po kawałku cista bez mąki i cukru, które zaoferowałam się przynieść. Przyniesienie czegoś w gości zawsze jest jakąś opcją. Nie będzie sytuacji że nic nie zjemy, albo z braku laku zjemy coś czego nie do końca powinniśmy.

(Na marginesie dodam że ta sprawa z upublicznieniem jest dla mnie genialna bo mam wrażenie "patrzenia na ręce" i odruchowo nakładam na talerz po prostu mniej.)

Inaczej rzecz miała się w niedzielę u mojej mamy. Rosół ok... ale deeeser. To była prawdziwa pokusa, z którą jak się domyślacie przegrałam. Zjadłam kawał mega słodkiego tortu. Postanowiłam potraktować to jako "cheat meal", o którym trochę mi wspomniała Zuzia w mailu. Czyli małe odstępstwo od diety, minimalizujące napięcie psychiczne ;) Drugiej porcji odmówiłam (dumna!:)).

Dzisiaj natomiast było dziwnie.... nie utrzymałam zbytnio odstępów między posiłkami i sporo podjadałam. Oprócz biszkoptów (!!), nie jadłam nic jakiegoś bardzo złego... ale ciągle coś chciałam pakować do buzi... a to banan, a to orzechy, a to te nieszczęsne biszkopty (czemu to zalegało u mnie w domu?!)... i tak jakoś mijał dzień. Na szczęście zebrałam się by zrobić chociaż trening i wyciszyć wrzeszczące wyrzuty sumienia. Dzisiaj była grana Mel B :)

Co fajne... z rana odebrałam na facebooku miłą wiadomość od znajomego:




Trafił w temat co? :D
Tak więc nie mam zamiaru sobie wyrzucać ani weekendu, ani poniedziałku... Zbieram tyłek w troki i jadę dalej!!!

Dzięki Piotr!

Brak komentarzy: