wtorek, 27 grudnia 2016

Piękna Sobota


Trochę spóźniony post o naszym sobotnim treningu. Ale ten weekend był taki leniwy...

Potreningowa duma!
Było czadowo! 45 minut na prawdę intensywnego programu Ewy Chodakowskiej (bikini). Martyna wersja dla zaawansowanych a ja z Justynką dla początkujących. Dałyśmy radę. Spociłyśmy się jak dzikie. Razem dotrwałyśmy do końca! Tym bardziej jest to cenne bo samej zdarzało mi się przerwać trening np. w połowie. No nie powiem... teraz też miałam ochotę :D haha  Sam program "BIKINI" bardzo mi się spodobał. Nie jest taki jednostajny lecz mocno urozmaicony. Dużo zmian pozycji, sporo aerobów. Angażuje mięśnie całego ciała. Wiem bo czuję do dzisiaj :D Chętnie będę go powtarzać.
Chciałabym aby udało nam się regularnie spotkać choć raz na dwa tygodnie by wspólnie poćwiczyć. Dobra organizacja i chyba jest to osiągalne.

Miła kontynuacja soboty u Martyny i Pawła. Wypiliśmy koktajl z dodatkiem chilli oraz zjedliśmy pyszną, białkowo-węglowodanową kolację w postaci burgera z indykiem :) 


kolacyjka

piątek, 23 grudnia 2016

Heute oben, morgen unten


Jakoś tak mi zlatuje ten tydzień bez polotu. Trochę dla tego że zawaliłam planowanie posiłków i wpadły znów ze dwa dni że nie jadłam zbyt regularnie i konkretnie. Tylko takie ciągłe podjadanie wszystkiego co się nawinie. Na szczęście nie mam już w domu słodyczy, które by mnie kusiły (z wyjątkiem nutelli, którą Karol dostał z pracy :D). Muszę się też chyba pogodzić z tym że jednak przy dziecku nie wszystko uda mi się zaplanować.  Np. Wczoraj nie udało mi się zrobić ani minuty treningu. Franek hasał do 22:00 i usnął dopiero jak się z nim położyliśmy. Był więc dzień regeneracji wcześniej planowany na dziś :)

Z lepszych informacji... Dzisiaj zrobiłam cały SKALPEL Chodakowskiej! Pierwszy raz. Z małymi przerwami przy brzuszkach. Jest się z czego cieszyć bo wcześniej wymiękałam już chyba w 10 minucie! No i z jedzeniem lepiej... regularność i konkret :) między innymi potreningowy omlecik z bananem :)

Na jutro mam zaplanowany trening z Martyną i Justynką. Czuję że będzie srogo... no ale dobrze, o to właśnie chodzi :) liczę na wiadro motywacji na cały przyszły tydzień!

Drugie śniadanko


Zmagania ze skalpelem (pomoc Franka bezcenna) i rzeczony omlecik :)

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Weekend Weekend


Weekend... z jednej strony zawsze wyczekiwany, z drugiej lekko niebezpieczny :) Jest to bowiem czas GOSZCZENIA się... 

Co zrobić by nie zjeść za dużo, ale też żeby zachować równowagę psychiczną? 

Musze przyznać że publiczne przyznanie się do pracy nad sobą sprawia że dużo osób chce mnie w tym wesprzeć. Jestem za to wdzięczna tym wszystkich osobom. Dla przykładu w sobotę byliśmy u Gabrysi i Tomka na obiedzie. Zaserwowali pyszny, zbilansowany posiłek i w zasadzie prawie żadnych słodkości. Jedynie ciasteczka owsiane i sałatkę do chrupania, co by nie siedzieć o suchym pysku. :) Baardzo mi się to podobało. Poza tym zjedliśmy po kawałku cista bez mąki i cukru, które zaoferowałam się przynieść. Przyniesienie czegoś w gości zawsze jest jakąś opcją. Nie będzie sytuacji że nic nie zjemy, albo z braku laku zjemy coś czego nie do końca powinniśmy.

(Na marginesie dodam że ta sprawa z upublicznieniem jest dla mnie genialna bo mam wrażenie "patrzenia na ręce" i odruchowo nakładam na talerz po prostu mniej.)

Inaczej rzecz miała się w niedzielę u mojej mamy. Rosół ok... ale deeeser. To była prawdziwa pokusa, z którą jak się domyślacie przegrałam. Zjadłam kawał mega słodkiego tortu. Postanowiłam potraktować to jako "cheat meal", o którym trochę mi wspomniała Zuzia w mailu. Czyli małe odstępstwo od diety, minimalizujące napięcie psychiczne ;) Drugiej porcji odmówiłam (dumna!:)).

Dzisiaj natomiast było dziwnie.... nie utrzymałam zbytnio odstępów między posiłkami i sporo podjadałam. Oprócz biszkoptów (!!), nie jadłam nic jakiegoś bardzo złego... ale ciągle coś chciałam pakować do buzi... a to banan, a to orzechy, a to te nieszczęsne biszkopty (czemu to zalegało u mnie w domu?!)... i tak jakoś mijał dzień. Na szczęście zebrałam się by zrobić chociaż trening i wyciszyć wrzeszczące wyrzuty sumienia. Dzisiaj była grana Mel B :)

Co fajne... z rana odebrałam na facebooku miłą wiadomość od znajomego:




Trafił w temat co? :D
Tak więc nie mam zamiaru sobie wyrzucać ani weekendu, ani poniedziałku... Zbieram tyłek w troki i jadę dalej!!!

Dzięki Piotr!

sobota, 17 grudnia 2016

Let's Do This!!


Na prawdę jestem dumna z siebie po tym tygodniu choć o sukcesie jeszcze nie ma mowy. Sukcesem będzie gdy uda mi się wytrwać w postanowieniach przynajmniej te 3 miesiące (i więcej oczywiście lecz wtedy to mam nadzieję będzie już nawyk ;P).

Fajnie jest przełamywać swoje słabości. A jeszcze fajniej przełamywać je wspólnie z przyjaciółmi!


Czwartkowy trening z Justynką i Rafałkiem :)


Słuchajcie! Jeśli tylko macie taką możliwość to angażujcie w swoje wysiłki bliskie wam osoby. Wiecie że już ćwiczą? Dołączcie do nich!!

W tym tygodniu zabrali mnie ze sobą Justyna i Rafał. Odbyliśmy chyba w miarę niezły trening ale była też kupa śmiechu :) Siłownia jednak pozostaje dla mnie tajemnicą... Czekam przypływu gotówki by zrobić treningi personalne. Może coś się wtedy rozjaśni.


Dzisiejszy trening  z Chodakowską zaliczony!


Ps. W moich "parametrach" dodałam wagę ;)

Dobrego Dnia!!

czwartek, 15 grudnia 2016

Smaczności!!


Powiedzmy sobie to głośno że lubimy jeść. Tak też zostaliśmy stworzeni- jedzenie ma nam sprawiać przyjemność. Niestety rynek zalewa nas coraz to bardziej przetworzonymi produktami. Warto poświęcić trochę czasu i przygotować coś samemu bez dodatku zbędnych składników. 


Masło orzechowe

Masełko orzechowe bez dodatku cukru i z odrobiną soli himalajskiej. Smak nieco inny niż masła sklepowego i bardziej klei buzię :))

Przepis:

500 g orzechów ziemnych (niesolonych)
1 łyżka ksylitolu
1/2 łyżeczki soli himalajskiej
15 g oleju słonecznikowego

Ksylitol zemleć na puder. Dodać orzeszki i zemleć na gładką pastę (przydaje się blender wysokoobrotowy). Dodać olej i jeszcze raz zmiksować.





Moje dzisiejsze śniadanko z polecenia Martyny! W tym miejscu pragnę Ci podziękować jeszcze raz za zaangażowanie :) 

Przepis od Martyny:

2 cienkie kromki chleba pełnoziarnistego, 4 cienkie plasterki awokado (można rozetrzeć i będzie służyło jak masło (super pomysł!!)), 4 plasterki jajka, 2 plasterki pomidora, plasterki chilli i listki bazylii (opcjonalnie).

Smacznego!





Grzeszki domowej roboty... To moje drugie śniadanie, które dzisiaj zjadam do kawy bo... pasuje :)
Powiem to głośno. KOCHAM SŁODYCZE. Do tej pory często nie umiałam sobie ich odmówić... mało tego... nie umiałam się opanować w ich jedzeniu. Moim stałym punktem w ciągu dnia była pobliska cukiernia. Kawa i ciacho.. a często więcej niż jeden kawałek. Też macie tak że dopóki coś słodkiego zalega wam w kuchni to nie możecie spokojnie usiąść? ROZUMIEM...
Na talerzyku widzicie pralinki kokosowe oraz krem czekoladowy-orzechowy domowej roboty.

Przepisy:

1. Pralinki (coś czuję że tego bloga będę odwiedzała częściej)
2. Krem czoko (zamiast miodu czy syropu dodałam ksylitol)

Tylko nie jedzcie tego za często! ;)


Szakszuka

To jest na prawdę smaczne! Polecam jeszcze raz. Przepis w poprzednim poście.

Trzymajcie się!



niedziela, 11 grudnia 2016

Dobrze rozpocznij dzień, tydzień, miesiąc, rok



No dobra! Zaczynamy!

Tytułem wstępu... jak już pewnie większość z was zauważyła usunęłam zdjęcie z poprzedniego posta. Nie będę się rozwadniać dlaczego. Po prostu budziło zbyt duże emocje wśród czeredy.

Nic to... tak czy siak trzeba działać.

Pierwszy miesiąc zaplanowałam na rozruch. Chcę się rozeznać jaki rodzaj treningu będzie najlepszy dla mnie. Co polubię i co przyniesie oczekiwane efekty, Poważnie myślę o wzięciu kilku treningów z trenerem personalnym. Po pierwsze dlatego że nigdy nie umiem odnaleźć się na siłowni wśród niezliczonej ilości sprzętów i zwykle kończyło się na cardio. Po drugie zależy mi by ćwiczenia wykonywać prawidłowo. Po trzecie trening będzie efektywniejszy gdy stanie ktoś nade mną z przysłowiowym "batem". Poznam swoje możliwości i granice. Na razie czekam jeszcze na kilka wskazówek od znajomej obeznanej w temacie i wyglądającej jak malinka! :)

Kolejna sprawa to dieeeeta. Nie tam jakaś redukcja kalorii, absolutnie. Generalnie dieta "Mniej Żreć" i "Żreć z Głową". Wymiana niektórych produktów na ich lepsze zamienniki np. makaron biały na pełnoziarnisty, biały cukier na miód/daktyle itp. W moim przypadku muszę też zwrócić uwagę na ilość spożywanych płynów. Już staram się pić więcej ale uciążliwe to jak nie wiem... ostatnio przekonałam się o tym stojąc w korku. W kwestiach diety będę się jeszcze radzić niezastąpionej Oli, która jest dietetykiem. Ale w ostatnią sobotę wyszła za mąż więc nie będę na razie zawracać gitary :)

Nadchodzący tydzień zapowiada się ciekawie. Jeden trening mam już zaplanowany z przyjaciółmi, także już nie mogę się doczekać. Reszta dni pewnie stanie pod znakiem Mel B i Chodakowskiej bo od tego najłatwiej zacząć w domu. Jeśli uda mi się wszystko zrealizować to może udam się w nagrodę na basen pod koniec tygodnia... a za dwa kupie sobie jakiś fajny ciuch treningowy! O!

Podaję moje pomiary (niestety bez wagi bo nie posiadam ale jak tylko się zważę to dorzucę):

Wzrost: 166 cm
Waga: 63,4 kg

Talia: 79 cm
Brzuch pod pępkiem: 88 cm
Uda: 57 cm
Pośladki 98 cm
Ramiona: 26 cm

Ps. A taki oto przepis ostatnio wypróbowaliśmy z Karolem. Myślę że zagości u nas na dłużej. Przepis tutaj --> Szakszuka


czwartek, 8 grudnia 2016

Motywacjo PRZYBYWAJ!! Czyli dlaczego postanowiłam reaktywować bloga...


Uhhh....

Sama nie wiem do końca od czego zacząć. Może od tego że zawsze wstyd czytać notki/wspomnienia sprzed kilku lat :) no ale cóż... taka byłam, takie życie.

W każdym razie sporo się zmieniło... Jestem żoną, rok temu zostałam mamą, skończyłam studia I stopnia założyłam działalność gospodarczą, którą staram się jakoś rozkręcić choć zbyt proste to nie jest... Wiele spraw pozostaje jednak niezmiennych... np. nawiązując do ostatniego posta (z sierpnia 2010!! :) ) nigdy nie zrobiłam prawka na motocykl, pracuję jako kosmetolog i nadal się w tym kierunku kształcę, wiele osób z poprzednich postów pozostaje moimi przyjaciółmi, nieustająco kocham podróże i choć nie stać mnie na jakieś szczególnie dalekie to zaczynam specjalizować  się w tych niskobudżetowych ale jednocześnie pięknych i ciekawych :)

Przechodząc do rzeczy... po co chcę reaktywować tego bloga?

Wpadłam na ten pomysł na dzisiejszym spacerze z Frankiem. O co chodzi... W zasadzie od zakończenia się połogu chciałam osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Mija 14 miesięcy a ja mam nadal kilka dodatkowych kilogramów ponad wagę wyjściową (która swoją drogą też pozostawiała wiele do życzenia). Wiem że kluczem do sukcesu jest odpowiednia dieta oraz regularna aktywność fizyczna. I tu nie chodzi o dietę cud ani o katowanie się nie wiadomo czym... ani o te kilogramy (zwłaszcza że nie są one żadnym wyznacznikiem). Chodzi o styl życia, zdrowy i aktywny. Niestety mój problem polega na tym że brak mi konsekwencji. Nadal nie znalazłam nic co by spowodowało że zmienię coś w mojej głowie zacznę zdrowo jeść i ruszę dupsko z kanapy.

Miałam już kilka pomysłów:

1. Początkowo polubiłam wszelkie strony typu Chodakowska, Fit mamuśki itp. Myślałam że naoglądam się tych metamorfoz, dostanę garść motywacji i sama też kiedyś dołączę do tego radosnego grona dziewczyn "przed i po". Nie pomogło... czas upłynął a ja jestem w tym samym miejscu.

2. Postanowiłam nie kupować sobie żadnych ciuchów dopóki nie schudnę... Do tej pory nie mam nic nowego a motywacji wystarcza na tydzień.

3. Robiłam sobie zdjęcia "ku przestrodze" i by widzieć efekty, których nadal nie osiągnęłam...

Teraz doszłam do wniosku że powiedzenie głośno o tym że chcę pracować nad swoim ciałem i sposobem odżywiania oraz pokazanie z czym walczę może być kluczem do sukcesu. Zdaję sobie sprawę że ten post trafi głównie do moich znajomych... tym bardziej jest to dla mnie trudne i tym bardziej motywujące. No bo zawsze mniej liczymy się z opinią osoby nieznajomej.

Wiem też że w gronie znajomych mam osoby, które są aktywne fizycznie, odżywiają się zdrowo przy czym pysznie i bardzo rozmaicie. Proszę podrzućcie czasem przepis na drugie śniadanie, kolację, dołączcie do treningu, dajcie mi wycisk. Zróbmy to wspólnie :)

No dobra.. czas na odsłonę głównego powodu całej akcji:


  • nadmiar tkanki tłuszczowej
  • cellulit
  • brak kondycji
  • opona na brzuchu
  • zanik pośladków



Mam nadzieję że za miesiąc zobaczę pierwsze efekty, że za 3 miesiące będę już całkiem zadowolona z postępów i ze swojego wyglądu, że za pół roku powiem WARTO BYŁO za rok będę motywacją dla innych...

Trzymajcie kciuki i nie kuście słodkościami! Co by się nie działo będę zdawać regularne relacje z choćby małych sukcesów ale też potknięć.