Uhhh....
Sama nie wiem do końca od czego zacząć. Może od tego że zawsze wstyd czytać notki/wspomnienia sprzed kilku lat :) no ale cóż... taka byłam, takie życie.
W każdym razie sporo się zmieniło... Jestem żoną, rok temu zostałam mamą, skończyłam studia I stopnia założyłam działalność gospodarczą, którą staram się jakoś rozkręcić choć zbyt proste to nie jest... Wiele spraw pozostaje jednak niezmiennych... np. nawiązując do ostatniego posta (z sierpnia 2010!! :) ) nigdy nie zrobiłam prawka na motocykl, pracuję jako kosmetolog i nadal się w tym kierunku kształcę, wiele osób z poprzednich postów pozostaje moimi przyjaciółmi, nieustająco kocham podróże i choć nie stać mnie na jakieś szczególnie dalekie to zaczynam specjalizować się w tych niskobudżetowych ale jednocześnie pięknych i ciekawych :)
Przechodząc do rzeczy... po co chcę reaktywować tego bloga?
Wpadłam na ten pomysł na dzisiejszym spacerze z Frankiem. O co chodzi... W zasadzie od zakończenia się połogu chciałam osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Mija 14 miesięcy a ja mam nadal kilka dodatkowych kilogramów ponad wagę wyjściową (która swoją drogą też pozostawiała wiele do życzenia). Wiem że kluczem do sukcesu jest odpowiednia dieta oraz regularna aktywność fizyczna. I tu nie chodzi o dietę cud ani o katowanie się nie wiadomo czym... ani o te kilogramy (zwłaszcza że nie są one żadnym wyznacznikiem). Chodzi o styl życia, zdrowy i aktywny. Niestety mój problem polega na tym że brak mi konsekwencji. Nadal nie znalazłam nic co by spowodowało że zmienię coś w mojej głowie zacznę zdrowo jeść i ruszę dupsko z kanapy.
Miałam już kilka pomysłów:
1. Początkowo polubiłam wszelkie strony typu Chodakowska, Fit mamuśki itp. Myślałam że naoglądam się tych metamorfoz, dostanę garść motywacji i sama też kiedyś dołączę do tego radosnego grona dziewczyn "przed i po". Nie pomogło... czas upłynął a ja jestem w tym samym miejscu.
2. Postanowiłam nie kupować sobie żadnych ciuchów dopóki nie schudnę... Do tej pory nie mam nic nowego a motywacji wystarcza na tydzień.
3. Robiłam sobie zdjęcia "ku przestrodze" i by widzieć efekty, których nadal nie osiągnęłam...
Teraz doszłam do wniosku że powiedzenie głośno o tym że chcę pracować nad swoim ciałem i sposobem odżywiania oraz pokazanie z czym walczę może być kluczem do sukcesu. Zdaję sobie sprawę że ten post trafi głównie do moich znajomych... tym bardziej jest to dla mnie trudne i tym bardziej motywujące. No bo zawsze mniej liczymy się z opinią osoby nieznajomej.
Wiem też że w gronie znajomych mam osoby, które są aktywne fizycznie, odżywiają się zdrowo przy czym pysznie i bardzo rozmaicie. Proszę podrzućcie czasem przepis na drugie śniadanie, kolację, dołączcie do treningu, dajcie mi wycisk. Zróbmy to wspólnie :)
No dobra.. czas na odsłonę głównego powodu całej akcji:
- nadmiar tkanki tłuszczowej
- cellulit
- brak kondycji
- opona na brzuchu
- zanik pośladków
Mam nadzieję że za miesiąc zobaczę pierwsze efekty, że za 3 miesiące będę już całkiem zadowolona z postępów i ze swojego wyglądu, że za pół roku powiem WARTO BYŁO za rok będę motywacją dla innych...
Trzymajcie kciuki i nie kuście słodkościami! Co by się nie działo będę zdawać regularne relacje z choćby małych sukcesów ale też potknięć.