niedziela, 7 maja 2017

Hej Ho!

Od pierwszego "nowego" posta minęło 5 miesięcy. Mogłabym już spokojnie zaliczać się do grona osób z wysportowaną, smukłą sylwetką, a może nawet poszczycić się jakimś sportowym osiągnięciem.  Mogłabym... mogłabym...

Mogłabym, ale się niczym nie pochwalę z uwagi na fakt że nadal tkwię w punkcie wyjścia... piszę o tym choć nie mam ochoty, bo jak już wspominałam w którymś poprzednim poście niełatwo jest pisać o totalnej klapie. Serio wolałabym wrzucić zdjęcie mojej wspaniałej metamorfozy! :)
Miało być prawdziwie... i tak jest. Brak tylko dokumentacji w postaci zdjęć.

Nie zmotywowały mnie przemiany innych osób (lub tylko chwilowo), nie zmotywowało mnie moje postanowienie by nie kupować sobie żadnych ciuchów (w którym trwam do dzisiaj), nie motywują mnie moje własne zdjęcia (lub tylko chwilowo), nie zmotywowało mnie upublicznienie moich wypocin... Czy ja na prawdę mam tak słaby charakter? Czy po prostu w rzeczywistości aż tak mi nie zależy? Już sama nie wiem...Może kiedyś mnie olśni.

Ale, Ale! Jest jednak coś co mnie motywuje- wspólne treningi. Głównie z Martyną czasem z Justynką. Może nie było ich wiele, ale wiem że jak już się umówię to rzeczywiście poćwiczę. No i łatwiej dokończyć ten trening nawet gdy jest już bardzo ciężko.

To co? Od poniedziałku nowe otwarcie? xD

Ps. Nie ważyłam się i nie mierzyłam od ostatniego razu. Zwyczajnie mam pietra ;P


Ps2. Prezent od Martyny z zaleceniem by się nie kurzyła :)

czwartek, 9 lutego 2017

SHAME

Ojj dawno mnie nie było i tak mi wstyd :( Łatwo pisać gdy zrobiło się coś fajnego. Gorzej jak człowiek dał ciała i zaległ tyłkiem na kanapie z kawałkiem pizzy... Nie ogłaszam klęski bo wciąż odradzam się z popiołów ale nic to gdy brak efektów. Jedynie rozstrój organizmu. 

Obiecałam pomiary. Zrobiłam i się załamałam, choć też nie spodziewałam się niczego innego. Z niektórych miejsc niby zeszło po ok centymetrze ale to nie żaden sukces. Takie różnice mogą nawet zależeć od pory dnia czy zwykłej obsuwy centymetra... (pusty śmiech). zresztą umówmy się że w półtora miesiąca należało by się spodziewać czegoś więcej (oczywiście przy założeniu że robię niezbędne minimum... już nie mówiąc o dawaniu wszystkiego).

No więc pomiary kształtują się w ten sposób:
(Nie zawarłam wagi gdyż nie posiadam w domu a na siłowni, na którą chodzę nie działa jak należy. Kupię i dopiszę w jakimś kolejnym poście. Zresztą będę się wtedy ważyła na jednej dzięki czemu pomiary będą bardziej realistyczne).

Pomiary z dnia 22.01.2017 (kolejne 22 kwietnia)

Talia: 78 cm
Brzuch: 88 cm
Uda: 56 cm
Pośladki: 98 cm (!?) nawet wzrosło! :D
ramiona 26 cm



To by było na tyle. A do wiosny coraz bliżej....

niedziela, 8 stycznia 2017

Strata czasu jest nieodwracalna.


Ojj dawno mnie tu nie było. Ale jak tu usiąść do pisania gdy przez ostatnie dwa tygodnie dałam totalną plamę... Niestety obiecałam wspominać nie tylko o wzlotach.... No i oto jestem.

Mija dokładnie miesiąc odkąd urodziło się w mojej głowie wielkie postanowienie. Miało być mierzenie, ważenie i łzy szczęścia. Wyszło jak zwykle :D ALE ALE. Nie zamierzam się tak łatwo poddać. Zaliczyłam już 3 treningi mobilizujące i od jutra znów pełną para ruszam do boju. Włącznie z dietą.

Wybaczcie ale nie odważę się dzisiaj mierzyć i ważyć bo nie mam ochoty się zniechęcić. Zrobię to za dwa tygodnie. Wtedy już mur beton. Postaram się odrobić straty i ile by nie wyszło na licznikach zostanie to opublikowane. Zrobiłam tez nowe zdjęcia (bardziej stosowne mam nadzieję :D) ale postanowiłam wrzucić je już razem z przemianą. Myślę że koło 22 kwietnia. Czyli 3 miesiące po najbliższym mierzeniu.

Trzymajcie kciuki!

Poniżej moja dzisiejsza "mała" pokusa. nie pytajcie mnie ile to ma kalorii... MNÓSTWO!


Bita śmietana, biała czekolada, serek mascarpone, cukier.... dobra, nie wymieniam dalej. Generalnie sernik samo zło.