Obserwując otaczającą nas przestrzeń przez pryzmat krótkowzroczności, albo nawet całkowitej bezwzroczności spowodowanej zbyt szybkim tępem jakie narzuca nam życie oraz niemożnością zatrzymania czasu.. nie dostrzegamy własnych pragnień i potrzeb ukrytych gdzieś pod skórą nie rozglądamy się i nie szukamy wyjść.. Dzisiaj podczas wieczornego spaceru z Fioną dostrzegłam co tak naprawdę oznacza twierdzenie:"Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". Obserwowałam śnieg... Padające drobne iskierki (bo dzisiaj śnieg był kryształowy a nie puchowy) odbijające światło pomarańczowej latarni... stojąc przodem do niej widziałam mokre niebo... i czułam że marznę i wilgotnieją mi włosy... zrobiło się całkiem nieprzyjemnie. Odwróciłam się chcąc odejść.. spojrzałam w górę poszukując Warszawskich gwiazd i dostrzegłam że TEN SAM śnieg w innym świetle, z innej perspektywy wygląda zupełnie atrakcyjniej, wręcz oszałamiająco. Stał się czymś w rodzaju zapomnienia, czymś co sprawiło że przestały mi przeszkadzać wilgotne włosy, zmarznięte dłonie, woda w butach..Poczułam się jak Królowa Śniegu.. jak bym była kryształową panienką... a drobinki śniegu delikatnie łaskotały moją twarz..Jak moi poddani, chcąc mojego dobra.. Właśnie dlatego przyszło mi do głowy by w każdym czynie, przymiotniku, zdarzeniu, w każdej ludzkiej niedoskonałościi w niedoskonałości życia.. dopatrywać się czegoś dobrego, co sprawi że staniemy się radośni.
Fakt.. w zalezności gdzie siedzimy, tak widzimy świat. Więc jeśli jest źle.. To dlaczego by się nie przesiąść? Jest tyle miejsca dla każdego z nas.. Wydaje się że jest to proste jak nabranie powietrza do płuc.. a jednak tak trudne jak poruszenie nogą dla kogoś sparaliżowanego..
~Jesteśmy sparaliżowani własnymi decyzjami.. błędami. Jesteśmy bezwładni. Chcielibyśmy znaleźć się w próżni.. a zarazem nie być próżni.
~Jesteśmy sparaliżowani własnymi decyzjami.. błędami. Jesteśmy bezwładni. Chcielibyśmy znaleźć się w próżni.. a zarazem nie być próżni.






